Każdy z nas czasem miewa gorsze chwile w swoim życiu, dzięki którym stajemy się mocniejsi i bardziej odporni na cierpienie, i zadawany ból. Mój poranek nie był dobry, bo wstałam rano z nie najlepszym nastawieniem. Nie wiem dlaczego, naprawdę nie wiem, co skłoniło mnie, aby podążać w stronę pesymizmu. Za oknem ładna pogoda, a ja powoli powracam do zdrowia. To chyba wystarczający powód do tego, aby móc wstać z uśmiechem na twarzy. A tymczasem ja po wstaniu z łóżka z rozczochranymi włosami poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i z trudem powtarzałam sobie w myślach, że czas wziąć się w garść. Przecież nowy dzień, to nowe szanse, a upadki ma każdy z nas. To coś normalnego w życiu człowieka. Zrobiłam sobie za mocną kawę. Nawet dzisiaj ciężko było mi trafić z ilością mleka, aby uzyskać idealny smak. No jak na złość wszystko źle. Potem pojawiła fala negatywów odnośnie mojej osoby. Naprawdę ciężko było mi ją powstrzymać. Burzyła każdą część mojego "ja". Nadal jakieś niewidzialne robaczki zjadają mój optymizm, ale dzisiaj wracam do domu. Dzisiaj musi być już dobrze.
piątek, 12 czerwca 2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Tak właśnie uczymy się do sesji
Pewnie wszyscy już wiedzą, że student przed egzaminem zrobi wszystko byle żeby tylko się nie uczyć. Postanowiłam, że dzisiaj zamiast zająć się sprzątaniem, czytaniem książki i ciągłym chodzeniem do lodówki (to nic, że ją otwieram tylko po to, żeby sprawdzić czy światło na pewno działa), napiszę post na blogu. Notatki leżą na biurku w chaosie i krzyczą, że chcą zostać przeczytane. Musiałam aż przed nimi uciec na łóżko, żeby przestać myśleć o tym ile to jeszcze nauki mnie czeka. Chwilę przed otwarciem bloga miałam ambitny plan przeanalizowania dziesięciu stron. Z tej okazji nawet zrobiła sobie przepyszną herbatę z owoców tropikalnych. Aż tu nagle wpadł mi do głowy cudowny pomysł, że najwyższy czas zrobić sobie przerwę! W taki oto sposób znalazłam się tutaj.
Coraz bardziej czuję wiosnę. Na niebie jest więcej słońca. Aż chce się żyć! :) Z niecierpliwością czekam na dni, kiedy będę mogła schować zimową kurtkę do szafy i wreszcie zacznę cieszyć prawdziwą, ciepłą wiosną. :)
czwartek, 12 lutego 2015
Jest dobrze!
Zjadłam pysznego pączka z budyniem. Za oknem świeci piękne słońce. Otacza mnie cisza i spokój. Mogę spać po 12 godzin i nikt mi nie mówi, że marnuję czas. Zaczynam czytać książki, do których nie miałam okazji zajrzeć wcześniej. Nareszcie mogę odpocząć, złapać oddech i przemyśleć kilka spraw na spokojnie. W końcu mam trochę czasu wolnego. Tylko dla siebie i dla najbliższych.
Styczeń mamy już za sobą. Był to bardzo stresujący początek nowego roku. Mnóstwo zaliczeń, łez, nieprzespanych nocy. Nawet brak mleka w lodówce do ulubionej kawy sprawiał, że coraz bardziej upewniałam się w durnym fakcie, że wszystko jest przeciwko mnie. Zapominałam o zrobieniu zakupów. Żabkę pod blokiem mi zamknęli i przez to moja lodówka świeciła pustkami. Bo dla mnie najlepszą porą na zakupy była 22. Sesja niszczy. Po ciężkiej walce wyszłam na prostą. Mogę powiedzieć z dumą, że najgorszą sesję mam już prawie za sobą. Jeszcze tylko jeden egzamin i będę mogła maksymalnie świętować swój mały sukces. :) Był moment, kiedy poważnie się załamałam. Dawałam z siebie wszystko tylko po to, żeby wejść na e-dziekanat i zobaczyć pięknie malującą się dwójeczkę. Prawie dotykałam dna. I wiecie, chyba dopiero w takich momentach doceniam swoją siłę. To ile jestem w stanie dać z siebie, aby coś osiągnąć. Może rzeczywiście potrzebowałam upadku, aby teraz wstać i cieszyć się tym, co jest mi dane. Naprawdę nigdy nie jest za późno. Póki jest nadzieja i wiara można zdziałać cuda. :)
niedziela, 18 stycznia 2015
Sesja to zło
Pocieszam się na wszystkie możliwe sposoby, że dam radę, że będzie dobrze. To tylko zaliczenia, to tylko sesja. Nie można się tak od razu poddawać. Ale to tak cholernie niesprawiedliwe, że daję z siebie WSZYSTKO. Dosłownie wszystko i nic z tego najlepszego nie wychodzi. Już nie wiem, gdzie popełniam błąd. Nie śpię po nocach, bo liczę z rachunkowości. Jak skończę jedno, zaczynam drugie. Wypiję kawę, potem kolejną i jakoś leci. Jestem pozornie wypoczęta... Nie spodziewałabym się, że będzie tak ciężko. Trzymajcie za mnie kciuki!
niedziela, 4 stycznia 2015
2015
Jeszcze w Sylwestra myślałam, że 2014 to rok stracony bezpowrotnie, że nic mi nie przyniósł, że był najzwyklejszymi czterema porami roku. Fakt, wiele utraciłam. Pojawiło się dużo znaków zapytania, wątpliwości. Brak wiary powodował, że nie miałam siły, aby wstać z łóżka. Nieudane randki, ulotne znajomości. Nagłe powroty do przeszłości zabijałam imprezami do białego rana. Byle, żeby zapomnieć, żeby nie myśleć jak źle gdzieś tam w środku. To były chwile, dzięki którym paradoksalnie dziś jest dobrze. Dowiedziałam się wiele o sobie samej. Sprawdzono mnie w ciężkich sytuacjach. Jestem dziś silniejsza i wiem, jak wiele szczegółów zgubiłam gdzieś w drodze do 2015. Uświadomienie sobie tego bolało, ale potrzebowałam chwil szczerości, żeby pogodzić myśli i rozstać się z niedomówieniami.
Dziś wiem, że 2014 dał mi nową siebie. Mimo, że nie odniosłam znaczących sukcesów otworzyłam przed sobą inne perspektywy. Poczułam gotowość spełniania się. Dostałam siłę, żeby iść tam, gdzie chcę, żeby zdobyć to na czym mi zależy, żeby nie przejmować się tym, co sądzą i myślą inni, żeby być sobą i robić swoje. Ta gotowość była mi potrzebna. Na uświadomienie sobie tego potrzebowałam ponad 11 miesięcy. Pewnie nie raz jeszcze poczuję pustkę. Może zabraknie mi nadziei. Może wiara utraci sens. Póki co jest uśmiech, jest mój optymizm, jestem ja i jesteście Wy.
wtorek, 23 grudnia 2014
Świątecznie
Kochani! Nawet nie macie pojęcia jak mi cieplutko w serduchu, kiedy zaglądam na bloga i widzę kilka komentarzy pod listopadowym postem. Święta to taki czas, kiedy doceniam rzeczy, do których wcześniej nie przywiązywałam uwagi. Tym razem wypadło na relacje, które powstały dzięki blogosferze. Cieszę się, że Was mam, że Was poznałam. Jestem niesamowitą szczęściarą! :) U mnie choinka już ubrana, ciasta upieczone, potrawy wigilijne przygotowane. Nastąpił czas oczekiwania na najcudowniejszy wieczór w całym roku.
Chciałabym Wam życzyć rodzinnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Żeby nie zabrakło Wam optymizmu i uśmiechu. Spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń. Wiary w siebie i w swoje umiejętności, a w Nowym Roku samych niesamowitych chwil! ;*
Trzymajcie się cieplutko kochani!
czwartek, 20 listopada 2014
Sentymentalnie
Jesień za oknem, a na ustach ślady słów z wczorajszych rozmów. Na dłoniach coraz wyraźniejsze linie papilarne. I nie wiem, czy z roku na rok jest tak samo, czy tylko mi się wydaje. Niebo dziś jest smutne. Niebo chciałoby chyba zapłakać nad losem zwykłych śmiertelników. Naucz mnie proszę jak to jest, kiedy brakuje tchu. jak to jest z tą wolą życia, z walką, z kochaniem, z magicznymi słowami. nie chce sztuczności. Uścisków na do widzenia.
Kilka dni temu byłam na dworcu. Przypomniały mi się pożegnania. Ostatnie przytulenia, ostatnie spojrzenia... Uśmiechy przez łzy, że za kilka miesięcy znowu, że to tak mało, że z każdym dniem będzie coraz bliżej. Nieprawda. Z każdym dniem chyba nam dalej...
środa, 24 września 2014
Są momenty takie.
Końcówka wakacji nas nie rozpieszcza. Za oknem coraz bardziej szaro, a
ja siedzę jak zwykle z kubkiem gorącej herbaty i zastanawiam się, jak spędziłam wolny czas. Czy zrealizowałam wszystko, to co sobie zaplanowałam. Myślę o rzeczach, które łatwo przyszły i łatwo poszły. I to myślenie wychodzi mi na plus.
W końcu nadrobiłam czas z rodziną. Potrzebowałam tego. To nic,
że bywały dni, kiedy umierałam z nudów. To każdemu się w końcu raz na jakiś czas może zdarzyć. Ale brakowało mi codziennych,
wspólnych obiadów. Spraw, w których przez studiowanie, nie mogłam
uczestniczyć. Brakowało mi tego spokoju. Rozmów o niczym konkretnym. Widoku miejsc, w których spędzałam dzieciństwo. Mojego pokoju, okna, z którego mogę zrywać świeża, pachnące jabłka. Oddychania świeżym powietrzem. Wycieczek rowerowych. Spacerów. Zrywania malin. Grillowania. Sprzątania ogrodu. Zapachu skoszonej trawy. Odwiedzin rodziny. Mówienia "dzień dobry" do sąsiadki zza płotu. Brakowało mi mojej rodziny. Cieszę się, że los pozwolił mi spędzić tu wakacje. I cieszę się, że mam miejsce, do którego mogę wrócić, zawsze. :)
środa, 17 września 2014
Pobiegajmy
Chciałabym z Wami podzielić się jedną z moich pasji, a mianowicie sportem. Od zawsze lubiłam ćwiczyć, ale nigdy nie traktowałam tego poważnie. Nie planowałam treningów. Nie zwracałam za bardzo uwagi na jakim etapie znajduje się moja kondycja. Po prostu robiłam to co lubiłam - grałam w koszykówkę, tańczyłam taniec towarzyski, sporadycznie biegałam itd.
Życie studenckie wciągnęło mnie tak, że z czasem zauważyłam fakt, że coraz bardziej brakuje mi aktywności fizycznej. W poniedziałki co prawda miałam wf, po którym nie byłam w stanie dojść na tramwaj, ale to jednak było dla mnie zbyt mało. Wraz z nowym rokiem postanowiłam coś zmienić. Pomysł dotyczący moich planów rozwijał się dość długo, ale brakowało mi punktu odniesienia, dzięki któremu mogłabym zacząć działać. Pewnego zimowego dnia (tak, zimowego, a konkretnie to styczniowego! sama jestem w szoku, że byłam do tego zdolna) postanowiłam pójść do parku i sobie pobiegać. Nie przejmowałam się tym, że jest zimno, że niedawno spadł śnieg, że ludzie dziwnie będą patrzeć. Po prostu się ubrałam i wyszłam. Założyłam słuchawki, włączyłam muzykę i rozpoczęłam swój pierwszy trening. Przebiegłam niewiele, bo moja kondycja nie była w rewelacyjnym stanie. To jednak nie odegrało istotnej roli. Z każdym krokiem, z każdym przebytym metrem czułam, że mogę więcej; czułam, że chce więcej! To było czymś niesamowitym.
Kiedy nie mogłam już biec dalej, zatrzymałam się i już wiedziałam, że to jest to, czego potrzebowałam. Serce biło mi jak szalone. Endorfiny w moim mózgu urządziły sobie imprezę, a ja z uśmiechem na twarzy wróciłam do mieszkania. To dopiero było coś! Poczułam szczęście - takie najprawdziwsze. To nie była chwilowa poprawa nastroju. Ja po prostu stałam się szczęśliwa. Uświadomiłam sobie, że mogę dużo więcej, że tak naprawdę to człowiek ogranicza sam siebie. Bo dlaczego na taki krok nie zdecydowałam się wcześniej? Dlaczego myśl o tym, że mogę biegać od siebie tak skutecznie odrzucałam? Dziś jestem sobie wdzięczna, że odważyłam się wyjść, że udało mi się zniszczyć fundament mojego myślenia.
Nie wiedziałam, że moja przygoda z bieganiem stanie się moim uzależnieniem na kolejne długie miesiące. Przez styczeń i luty starałam się biegać trzy razy w tygodniu. Wiadomo, zdarzały się sytuacje, kiedy nie było to możliwe. Uczelnia jednak nie zawsze dobrze wpływa na grafik dnia, a imprez też sobie w tamtym okresie czasu nie żałowałam. Jednak nie poddawałam się! Codziennie jestem lepszą wersją siebie, choć siedem miesięcy temu nie pomyślałabym, że kiedykolwiek coś takiego napiszę.
sobota, 13 września 2014
Jakoś tak mi jesiennie
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! Po dwóch dniach nieobecności, w
mojej rodzinnej miejscowości, wróciłam z nową chęcią do życia, z nowymi
pomysłami. Zmiana miejsca dobrze na mnie wpływa. Pozałatwiałam kilka
ważnych dla mnie spraw i jestem dzięki temu o wiele spokojniejsza.
Poszukiwanie mieszkania na przyszły rok akademicki było dla mnie
cholernie ciężkie. Cieszę się, że mam to już za sobą. Jeszcze tylko
pozałatwiam formalności i za kilkanaście dni będę mogła się wprowadzać.
W powietrzu coraz bardziej czuję zbliżającą się jesień. Jechałam dzisiaj samochodem i patrzyłam śmiało przed siebie. Mijałam kolory odchodzącego lata. To było trochę smutne. Zawsze pozostaje jakiś żal, kiedy lato powoli godzi się z jesienią, kiedy pozwala kolejnej porze roku zawładnąć światem. Kupiłam waniliową świeczkę. Będzie umilać mi wieczory. Zauważyłam, że ostatnio mam obsesję na punkcie zapachowych świeczek. Mogłabym w sklepie oglądać je godzinami - wybierać różne kształty, kolory. Jesień będzie pachnieć mi cudnie.
W powietrzu coraz bardziej czuję zbliżającą się jesień. Jechałam dzisiaj samochodem i patrzyłam śmiało przed siebie. Mijałam kolory odchodzącego lata. To było trochę smutne. Zawsze pozostaje jakiś żal, kiedy lato powoli godzi się z jesienią, kiedy pozwala kolejnej porze roku zawładnąć światem. Kupiłam waniliową świeczkę. Będzie umilać mi wieczory. Zauważyłam, że ostatnio mam obsesję na punkcie zapachowych świeczek. Mogłabym w sklepie oglądać je godzinami - wybierać różne kształty, kolory. Jesień będzie pachnieć mi cudnie.
wtorek, 2 września 2014
Wrześniowe powroty
Cieszę się dziś na słowa. Na to, że mam odwagę coś tu napisać mimo, że wena pożegnała się ze mną na dobre już kilkanaście tygodni temu. Ja pokornie niestety przyjęłam jej kaprysy, ale dziś chyba coś mną ruszyło. Czegoś zabrakło. Cieszę się, że mnie odwiedzacie. Jestem zmienną, nie stałą - a wy to tak wszystko dzielnie znosicie. Cieszę się, że mogę do Was pisać. Jestem szczęściarą, że z liter umiem układać słowa, że mogę być zrozumiana. Dziękuję. Bez Was to nie to samo.
piątek, 8 sierpnia 2014
Bywa różnie
Raz żegnam dzień zapachem świeżo zaparzonej herbaty malinowej, czytaniem książki zmęczonymi oczami. Myśleniem, że to co było chyba nam przeminęło. I wcale nie jest mi żal tych chwil, od których z każdym dniem jestem coraz to dalej.
Czasem jest szum morza, zimny piasek, spadające gwiazdy. Kogoś usta i pocałunki delikatne, nieśmiałe tylko na początku. Ręce tak zdecydowanie obejmujące talie. Zabawy słowem, że to co tu, to niby na poważnie, choć każdy doskonale wie, że to tylko na chwilę.
Czasem jest impreza - alkoholizowanie się na najwyższym poziomie. Wypalanie ostatnich papierosów z paczki. Desperackie szukanie najbliższego monopolowego. Wypady do ulubionych klubów. I ranki, kiedy budzi się człowiek z bólem głowy, i myślą, gdzie są do cholery te pieniądze.
Bywa różnie. Czasem są łzy, czasem jest radość, czasem smutek i niedobór endorfin, ale kocham te stany i wierzę, że mój scenarzysta jeszcze nieraz mnie czymś zaskoczy.
piątek, 1 sierpnia 2014
O pracy słów kilka
Zgodnie z obietnicą zawartą w poprzednim poście piszę do Was dzisiaj, żeby dać Wam znać, że wszystko się unormowało. Mimo wielu nerwowych sytuacji i przeciwności losu wróciłam do domu cała i aż chciałoby się napisać "zdrowa", ale niestety trochę ucierpiałam psychicznie.
Bo z emocjami różnie bywa. Każdy odczuwa dane sytuacje inaczej. Ilu ludzi, tyle też istnieje interpretacji danych zachowań i struktur powstających na tle interakcji personalnych. Dla niektórych pewne sytuacje są normalnością. Dla innych jednak stanowią one istotny klucz do rozważań na tematy problematyczne czy też egzystencjalne.
Zawsze interesowało mnie podejście ludzi do pewnych spraw. Każdego wyróżnia indywidualny sposób myślenia, ale niektórzy próbują z tym walczyć poprzez upodabnianie się do innych jednostek, co niekoniecznie dobrze wpływa na wizerunek. Już od przedszkola wpajano nam, że należy być sobą, mimo wszystko. I tego właśnie się trzymam.
Jestem pewna, że gdyby nie moje emocje i cechy charakteru nadal robiłam coś czego robić nie lubiłam. Nadal odliczałabym dni do końca przyjazdu do domu. Nadal także pozwałabym innym mówić mi, co robię źle (a według niektórych źle robiłam dosłownie wszystko), podczas gdy starałam się najmocniej jak tylko potrafię. Nadal byłabym niedocenianym pracownikiem. Marnowałabym swój czas, a entuzjazm spowodowany rozpoczęciem nowego dnia zostawałby zabijany pretensjami i uwagami. Dlatego też postanowiłam się nie godzić na takie traktowanie mojej osoby. Otwarcie powiedziałam, że skoro wszystko robię źle, to najwidoczniej nie jest to praca dla mnie. Ugryzłam się w język i pewne słowa zachowałam tylko i wyłącznie dla siebie, choć wiem, że byłyby one adekwatne do mojej sytuacji.
Zwolniłam się i poczułam niesamowitą ulgę. Dzięki tej sytuacji wiele się nauczyłam. Nie żałuję, że wyjechałam, bo lekcja jaką odebrałam jest dla mnie czymś bezcennym. W stosunku do innych zachowałam się tak jak sama chciałabym zostać potraktowana. Sumienie mam czyste, a inni być może sami wkrótce przekonają się o tym, że pieniądze to nie wszystko.
poniedziałek, 21 lipca 2014
Z codzienności
Tak myślę dokąd to wszystko zmierza. Zaczęły mi się nocne zmiany. Śpię w dzień. W nocy funkcjonuje normalnie. Zaburzyłam prawidłowo działający organizm. Czasem myślę ile jeszcze wytrzyma moja wątroba, moje płuca. Choć, jeśli chodzi o to drugie to chyba klimat morski mi sprzyja. Świeże powietrze, wieczorem słuchanie szumu morza, silne powiewy wiatru. Najbardziej chyba cieszy mnie słońce, które sprawia, że z dnia na dzień staję się coraz bardziej brązowa. Zachody też są cudowne. Jeżeli chodzi o pracę, to wynikły pewne zawirowania. Postanowiłam się zwolnić i nie mogę się doczekać dnia, kiedy spakuję walizkę i wyjadę do domu bądź do innego nieznanego mi miejsca. To wszystko to jakieś szaleństwo. Jak się unormuje, to dam znać. Trzymajcie się!
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Nowy początek
Hej! Poprzednie posty wylądowały w moich kopiach roboczych. Czas zacząć od nowa. Nie wiem ile tu mnie będzie, ile chwil tu zapiszę. Mam nadzieję, że moje życia nadal będzie tak szalenie pokręcone jak obecnie.
Dzisiaj otrzymałam pierwszy i ostatni wynik z egzaminu (z pozostałych byłam zwolniona), zaliczyłam! Sesja zdana. Rok akademicki zakończony trzykrotnie w towarzystwie ludzi z mojej grupy. I już teraz wiem, że będę tęsknić... Za wszystkim!
Do domu wróciłam tylko na chwilę, bo w środę znowu pakuję walizki i wyjeżdżam. Tym razem nad morze. Kolejne zachody słońca przede mną! Już bez obaw jadę do miejsca, którego nie znam. Do ludzi, których nigdy nie widziałam. Będzie się działo.
Przygarniecie mnie tutaj na nowo?
Subskrybuj:
Posty (Atom)